wtorek, 8 lutego 2011

#418 Chicago Blizzard 2011

Chicago Blizzard 2011 - tak nazywa się to co nas spotkało tydzień temu. Blizzard - hmm jak by to przetlumaczyć ? Jak powiedział mój kolega amerykanin " blizzard jest wtedy, gdy jak przyjdzie to nie możesz jechać autem ani wyjść z domu ". I tak mniej więcej by to można opisać.






O tym, że nawiedzi nas aż tak wielka śnieżyca. Że spadnie ponad 24 cale śniegu i że odetnie nas od świata wiedzieliśmy od paru dni. Opady  miały się zacząć w ubiegłą środe około 4 po południu. Trzeba przyznać, że wszelkie możliwe media i prognozy pogody ostrzegały nas przed tym już pare dni wcześniej. Co ciekawe zauważyłem, że w Polsce, że spadnie śnieg, deszcz czy przyjdzie powódź informuje się po fakcie. U nas mówiło się o tym już pare dni wcześniej.

J a w ten dzień pracowałem w wieżowcu nad samym jeziorem. Na 62 pietrze. Wiedziałem, że o 4tej najpoźniej musze zmykać do domu. Powiem, że z 62 piętra nie wygladało to tak tragicznie jak, gdy wyjechałem z parkunku autem. Jak mnie obrucił wiatr o 45 stopni to pomyślałem sobie ' no to będzie problem. Do pracy jechałem 40 minut. Z pracy prawie 4 godziny. Martwiłem się nie o to ile pojade, bo wiedziałem, że zajmie mi to sporo. Martwiłem się o to by wogule cało dojechać.

Tak dla porównania. Gdy byłem na Lake Point Tower 26 sierpnia pogoda była taka:

Chicago from Lake Point Tower

W ubiegła środe około południa był taki widok

Lake Point Tower, Chicago

O 4tej po południu wyglądało to już tak

2011-02-01 15.46.42

Ulice zatkane na amen, wiele osób uciekało  do domu. Do tego coraz więcej śniegu na drodze. Pługi sypały sól już od południa, ale takiego nateżenia opadów nie mieli wtedy nawet jak odgarniać bo nie mieli by  jak przejechać.

2011-02-01 16.03.35

2011-02-01 16.13.47

Wiatrzycho jak pieron, normalnie huragan i tony śniegu lecące z nieba, tak się jechało już jakieś 10 km od domu.


Do domu to wogule miałem sie problem przedostać, gdyż dwa wiadukty nad torami byly zamknięte przez policję. Zasypane dostrzetnie śniegiem. Na trzeci z bieda wyjechałem. Co niektórzy mieli mniej szczęścia jak ten samochód który wiatr obrucił.


Skończyło sypać około 10 rano. I trzeba przyznać naszym drogowcą jak zawsze, że w przeciwnieństwie do Polski ich zima tu nigdy nie zaskakuje. Drogi już rano były tragiczne w jeżdzeniu. Ale pługi jeździły i odśnieżały, tak, że bardzo cieżko ale dało sie ruszyć z domu. Choć praktycznie wszytko było pozamykane. Żadko jakikolwiek sklep. Banki i cała reszta były zamknięte.

Jak wyjeżdzałem do brata z domu to było fajnie widać jak wszędzie całe okolice ludzie się chwycili za odśnieżanie pod domemami.
Widać też, że pługi przez noc mimo padającego śniegu nie próżnowały.


A teraz skala zniszczń. Najwięcej dokonało się ich na Lake Shore Drive, gdzie na pasie od strony jeziora utkneło ponad 1000 samochodów. Miasto, kolejne dwa dni je odkopywało.



Bardzo ubolewam, że nie wiedziałem o tym co się tam stało bo bym kolejka pojechał do miasta zrobić zdjęcia.

Znalazłem także dwa ciekawe filmy, które pokazują jak tragicznie tam wygladała sytuacja. Wiatr tak silnie wiał ze śniegiem od jeziora, że zasypał w momencie zakorkowana ulicę.



Tak wyglądało auto mojego brata, a raczej mogę powiedzieć, że znajdowało sie pod ta góra śniegu.

2011-02-02 12.32.44

Inni sąsiedzi też nie mieli farta

2011-02-02 09.42.30

2011-02-02 12.44.40

2011-02-02 12.03.28

Na tej drodze normalnie są cztery pasy, po dwa w każdym kierunku

2011-02-02 11.16.27

Pare godzin później już było odśnieżone i dziesiątki ton soli, było już lepiej

2011-02-02 14.29.25

2011-02-02 11.37.43

Byliśmy ostrzegani od paru dni. Byliśmy przygotowani. Przeżyliśmy.
Prześlij komentarz